Wyprawa marzeń – Grenlandia 2010
Ocean, wysokie klify, dziwacznie wyglądające góry, cielące się lodowce, olbrzymie góry lodowe i bezkresne połacie białego śniegu. To wszystko rozpalało moją wyobraźnię od dawien dawna. Istniejące wówczas okoliczności nie sprzyjały jednak temu, aby tą Grenlandię odwiedzić i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Po wyprawie w Himalaje i na Nową Zelandię uznałem jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Najnowsze wpisy
I po pokazie
Podczas Poznańskiego Dnia Fotografii miałem przyjemność przedstawić zdjęcia z fotograficznej wyprawy na Grenlandię.
Zapraszam na pokaz!
Zapraszam na pokaz!Od końca wyprawy minęło już ponad 1,5 roku. Strona nadal cieszy się dużą popularnością i codziennie od kilku do kilkudziesięciu osób na nią...
Nic o nas bez nas
Nic o nas bez nas!Zapraszam na galerii, która traktuje o nas – uczestnikach wyprawy. Galeria jest dostępna tutaj. Ponadto pozwolę sobie przypomnieć, że...
Relacja
Samo podejście jest długie i męczące. Bez żadnego szlaku, często bez ścieżki, trzeba samemu wybierać drogę. Dodatkowo trzeba oszczędzać wodę, bo nie wiadomo, jak będzie z jej dostępnością później. A pić chce mi się ciągle. Plecak mocno mi ciąży. W 1/3 drogi jest strumień, który normalnie powinien być rzeką. Łatwo to sobie wyobrazić, gdyż koryto jest szerokie na ok.20 metrów, a brzegi wznoszą się ostro do góry. Gdyby padało, nie mielibyśmy szans przejść tego strumienia. Ciężko się idzie, bo wszędzie głazowiska. Niektóre kamienie są naprawdę olbrzymie i aż się dziwię, że woda jest w stanie je unieść. W strumieniu oczywiście napełniam swój bukłak i cieszę się ze świeżej, czystej wody. W smaku jest doprawdy wspaniała.


